Tęczowy most - White Frenzy

Hodowla Psów Rasy:
West Highland White Terrier i Dandie Dinmont Terrier
Przejdź do treści
Pozostałe
Tęczowy most
______________________________


Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie. Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.
Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.
To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.

A potem przekraczacie Tęczowy Most - już razem..."
SHONN Montezuma urodzony 05.04.1999 r. Zmarł 07.06.2008.Paskudny rak nam go odebrał. Był cudownym psiakiem, ogromnym indywidualistą. Był prawdziwym terierem, zaczepiał inne duże psy (nie cierpiał Amstafów, bo jak był mały to się taki jeden na niego rzucił) a później trzeba było go bronić. Jego śmierć bardzo przeżyliśmy, brakowało nam go bardzo brakowało stukotu jego łapek po podłodze. I wtedy pojawił się Bounty, który wypełnił pustkę po Szoniku. I tak nasz pierwszy pies przyczynił się do założenia naszej malutkiej hodowli.
W stanie wojennym w naszym domu pojawił się GUCIO. Przyprowadził go mój tata, poprzednia właścicielka chciała się go pozbyć. Gucio był dużym czarnym pudlem. Był bardzo spokojnym, ułożonym pieskiem. Strasznie kochał mojego tatę. Odszedł od nas w 1988 roku, potrącił go samochód.  
ADRES:

Konstantynów Łódzki
ul. Diamentowa 6
95-050

Telefon +48 508 294 770
Email Adres misiowamama@wp.pl
Wróć do spisu treści